moi klienci
moi klienci
Sebastian, lat 35
Zanim trafiłem na terapię przez całe moje dorosłe życie kradłem, kłamałem, oszukiwałem, 15 lat chlałem i ćpałem, nie zbudowałem żadnej zdrowej, wartościowej relacji. Kilka lat temu więzienie i rozwód. Byłem w takim miejscu, że nikt prócz mnie nie jest w stanie sobie tego wyobrazić (poza tymi, którzy mnie wówczas znali).
Podjąłem decyzje, że zmienię swoje katastroficzne życie. Dowiedziałem się o babce w Warszawie, która jest konkretna, nielubiana przez psychologów dzięki swoim innowacyjnym metodom, niekonwencjonalna w tym co robi i że jest to głęboka terapia, że być może dowiem się tam jak zmienić swoje życie. Nie wierzyłem. Trzy lata temu przyjechałem sprawdzić to osobiście, zamieszkałem w stolicy tego pięknego kraju (która w dodatku da się lubić). Przyjeżdżając miałem w jednej ręce torbę a w drugiej maszynę do prania dywanów, w kieszeni miałem zaś 300 złotych. Miałem jeszcze wtedy dozór policyjny, często paliłem marichuane, piłem.
U Basi Wągiel dowiedziałem się, że się z tym wszystkim nie urodziłem, być może ktoś lub coś spowodowało że taką drogę wybrałem w życiu. Zacząłem się temu przyglądać bo chciałem się dowiedzieć co mogę zrobić by to zmienić, no i się dowiedziałem... Potem trzeba było zacząć coś z tym robić.
Dziś dzięki Basi Wągiel mam wspaniały związek z kobietą, za którą szleje każdego dnia, którą kocham i która mnie kocha, za którą tęsknie jak jej nie ma przy mnie. Nawet w najskrytszych marzeniach nie marzyłem o takiej relacji, ba, nie wiedziałem i nie słyszałem nawet o takiej. Dziś po 15 latach doświadczeń, jestem od 1,5 roku abstynentem - nie pije, nie ćpam i nie pale papierosów!!! Dziś jestem wrażliwym i czułym facetem, kreatywnym, twórczym, inteligentnym i dysponuje dużym zapasem dobrego humoru :))) Dziś jestem uczciwy jak nigdy w życiu. Dziś spełniam swoje potrzeby i mam to co wymarzyłem. Dziś mam prawdziwych przyjaciół, znajomych którzy nie muszą pić czy ćpać żeby się bawić. Trzy lata temu jeździłem komunikacją miejską po warszawie z karcherem i prałem dywany. Dziś o mojej firmie słyszał co 10-ty warszawiak.
Wcześniej próbowałem medytacji, afirmacji, modlitwy, huny, silwy itd. Przeczytałem naprawdę sporo książek i mam ogromną wiedzę terapeutyczną. No i co? Żyłem tak jak żyłem... aż spotkałem Basię. Oczywiście jak to we wszystkim, są zwolennicy i przeciwnicy - niektórym nie podoba się metoda Basi. Jeśli chcesz zmienić swoje życie to je zmieniasz i naprawde szkoda czasu na sprawdzanie czegoś jeśli to działa. Dziś nie wiem czy bym jeszcze żył gdybym nie spotkał Basi Wągiel. Wiem, że wszystko to zrobiłem sam a ona tylko mnie wspierała. Pozdrawiam wszystkich którzy zmieniają swoje życie! Tych co tylko gadają, że zmieniają nie pozdrawiam :P
---------------------
Jagoda, lat 35
Kiedy trafiłam na terapię do Basi miałam stany lękowe - nie spałam po nocach i przesypiałam całe dnie. Byłam na zmianę zalękniona i agresywna, miałam nikłe pojęcie o prawdziwych relacjach między ludźmi, bo żadnej nie stworzyłam.
Paradoksalnie moje życie zawodowe kwitło. Pani manager jednej ze znanych dużych firm, wieloletni staż, prestiż pozycja i te sprawy. A w środku pustka, strach i samotność. I ból, dużo bólu.
Od zawsze WIEDZIAŁAM że moje dzieciństwo to było pasmo cierpienia, ale wydawało mi się że skupiając się na teraźniejszości i przyszłości jestem w stanie to przełamać. W końcu to przecież było tak dawno - po co do tego wracać?
A jednak. To właśnie, czego potem doświadczyłam na terapii, te niewyrażone emocje z dzieciństwa zatruwają teraźniejszość, będą zatruwać przyszłość. To jak sadza z komina - póki jej nie zmyjesz póty będziesz czarny człowieku. Praca z Barbarą to właśnie zmywanie sadzy.
Jestem w trakcie pracy nad sobą. W tym czasie ustąpiła w dużej mierze huśtawka pomiędzy strachem a złością, ludzie się mnie już nie boją. Jestem w stanie nawiązać relacje z innymi, zaczynam od przyjaźni... :)
Przestałam żyć pracą, zaczęłam żyć własnym życiem - rozwijam swoje zainteresowania, podróżuję. Przez lęki które miałam nie byłam w stanie wsiąść w samolot. Teraz wsiadam i lecę.
Przed terapią przyciągałam mężczyzn zaburzonych - psychopatycznych, wynaturzonych, byłam od nich jakby uzależniona. Im bardziej "trudny" i "zakręcony" był facet tym bardziej mnie kręcił. Dojrzewam do miłości, ciepłej, prawdziwej, do tego aby drugiej osobie zaufać.
Odwagą jest spojrzeć wstecz i wrócić do traumatycznych przeżyć jeszcze raz, ale tak długo jak tego nie zrobisz, tak długo będzie się za tobą ciągnąć dramat skrzywdzonego dziecka.
Ty, który to czytasz, życzę Ci udanego oczyszczenia z sadzy.
---------------------
Karol
Od 7 miesięcy chodzę na terapię do Basi. Nie oceniam Jej tu. Dla mnie liczą się fakty dotyczące mojej osoby. To jest jedyna prawda.
A prawda wygląda tak:
‣mając 34 ciągle mieszkałem z matką
‣odkąd pamiętam nie lubiłem i nie akceptowałem siebie, co przerodziło się w nienawiść do samego siebie
‣nie akceptowałem rzeczywistości, która mnie otaczała
‣przez 10 lat swojego życia kradłem, brałem narkotyki,"zaliczyłem" 3 ośrodki i byłem 7 razy na detoksach , kończąc na 3-y letnim dożylnym ciągu heroinowym, cudem nie skończyłem w więzieniu
‣to że jestem Mulatem uważałem za swoje przekleństwo
‣nie wiedziałem kompletnie co chcę robić w życiu
‣nie potrafiłem na dłużej utrzymać żadnej pracy
‣nigdy nie nawiązałem prawdziwych przyjaźni ani nie stworzyłem udanego związku
‣od lat towarzyszył mi lęk, byłem pewien że w życiu z niczym sobie nie poradzę
‣nie dawałem sobie prawa nawet do tego żeby marzyć, bo po co gdy i tak marzenia się nie spełnią
‣pamiętam, że cały czas towarzyszyła mi złość i irracjonalne poczucie winy, agresja i niemoc
Tak wyglądało przeszłość.
A TAK WYGLĄDA TERAŹNIEJSZOŚĆ:
Od 2.5 r. nie biorę narkotyków. To nastąpiło przed Basią.
Od momentu gdy trafiłem na terapię zaś:
‣wyprowadziłem się z domu
‣nie mam żadnych problemów zawodowych, rozpocząłem własną działalność gospodarczą
‣wiem co chcę robić w życiu
‣mam wspaniałe marzenia i odczuwam dreszcz ekscytacji, że są tak wspaniałe - i co ważne mam pewność ich realizacji
‣mam prawdziwych przyjaciół
‣lubię przebywać z sobą samym
‣czuję miłość do siebie, uśmiecham się do siebie gdy patrzę w lustro, czuję dumę z własnych osiągnięć
‣jestem pewnym siebie mężczyzną a nie zalęknionym 35 letnim chłopcem
‣ludzie mnie podziwiają za siłę i pewność siebie jaką mam w sobie
‣gdy widzę zakochanych w sobie ludzi wzruszam się, gdy widzę piękno przyrody wzruszam się, gdy mój przyjaciel opowiada mi o miłości do swojej kobiety i do nienarodzonego jeszcze dzidziusia płaczę razem z nim,
‣gdy widzę przemoc jest mi smutno, nie oglądam filmów na których leje się krew i jest pełno agresji, natomiast uwielbiam filmy dla dzieci i takie o miłości
‣mam zasady w życiu których staram się trzymać
‣i najważniejsze gdy pomyślę, że moje dziecko też będzie pięknym ciemnoskórym dzieckiem z burzą kruczoczarnych loków na głowie czuję przepełniająca mnie miłość.
Miłość do siebie owocuje. Spotkałem wspaniałą, ciepłą, głęboko czującą kobietę. Słysze od Niej takie rzeczy, o których nie marzyłem, że mogą być skierowane do mnie. Wreszcie wiem i czuję, że mogę dać miłość w najczystszej postaci. Mówię bez skrępowania i szczerze o uczuciach. Gdy jesteśmy razem, przytuleni do siebie czuje się szczęśliwy. Wzruszam się gdy patrzę na Anie i widzę w niej miłość, gdy widzę jej uśmiech, gdy patrzy na mnie i jak jej dobrze przy mnie. To uczucie jakim się darzymy jest nie do opisania. Kocham i jestem kochany. Nie zamienił bym tego na nic innego.
Wreszcie po ponad 30 latach odnalazłem siebie. I innego siebie za żadne skarby nie chcę.
Wiem, że tę niesamowitą przemianę, jaka nastąpiła we mnie zawdzięczam sobie, przy udziale innych. Gdy pomyślę do czego doszedłem czuję szacunek do siebie, dumę, siłę i wzruszenie. Niesamowite jest to, co czeka mnie jeszcze, skoro już tyle, w tak krótkim czasie nastąpiło.
Nie obchodzi mnie czy to co napisałem brzmi patetycznie, ani czy jest do uwierzenia lub nie. Ja wiem, że to jest prawda i to mi wystarczy.
---------------------
Kamila - 31 lat
Kim byłam przed terapią?
Żyłam i poniekąd byłam dobrze prosperującą osobą. Dziwnym trafem wszystkie związki w jakie wchodziłam były oparte na wykorzystywaniu mnie, na spełnianiu oczekiwań mojego partnera, na upokarzaniu mnie itp.. Oczywiście jak każda ofiara, nie tylko cierpiałam, ale czasem przyjmowałam również rolę kata i ja też byłam potwornie niszcząca dla moich facetów. Wyładowywałam na nich moją agresję i frustracje.
Nie wiedziałam co jest dobre a co złe. Wszystko co działo się u mnie w dzieciństwie traktowałam jako normę społeczną. Przyjmowałam, że w każdym związku są takie same problemy jak u moich rodziców. W związku z tym w małżeństwie zawsze jest przemoc, są wyzwiska, brak relacji i niechęć do robienia czegokolwiek razem a wręcz wstydzenie się tej drugiej osoby. Wszystkie wspomniane przeze mnie sytuacje traktowałam humorystycznie, spychając głęboko swoje uczucia. Słowa takie jak: szacunek, miłość, tolerancja, empatia, bliskość czy relacja, były dla mnie pojęciami słownikowymi, a tak naprawdę nie wiedziałam co one znaczą. Mogę spokojnie powiedzieć że byłam emocjonalnym analfabetą - osobą, która nie czuje, ale również nie zastanawia się nad rzeczywistością a tylko działa na zasadzie akcja- rekcja a jej celem jest przeżycie każdego dnia, tak, żeby inni byli z niej zadowoleni.
Upokorzenie było dla mnie codziennością. Nie czułam swojej wartości a wręcz cały czas czułam się gorsza od innych. Każdy mógł mnie zniszczyć a ja nie potrafiłam się bronić. Uśmiechałam się tylko dając każdemu pełne prawo do znęcania się nade mną i walczyłam o to, żeby mój „kat” mnie polubił, bo brałam znowu winę na siebie- w mojej głowie było przekonanie, że on znęca się nade mną bo ja jestem zła.
Przede wszystkim jednak, mając nawet 28 lat byłam przeraźliwie smutną, samotną i zastraszoną dziewczynką. Nie wiedziałam tak naprawdę czego ja chcę od życia i dlatego cały czas poszukiwałam podświadomie faceta, na którym mogłabym „bluszczować” - tj. uwiesić się, a który wziąłby za mnie odpowiedzialność, poprowadził za rękę i powiedział co mam robić.
Zupełnie, można powiedzieć, przez przypadek (jeżeli uznać, że istnieje coś takiego jak przypadek) trafiłam na terapię. Był to dla mnie długi okres intensywnej pracy nad sobą. Przede wszystkim był to czas, kiedy poznałam głęboko czujących ludzi jak Basia, Małgosia, Maciek, Zbyszek czy Józef. Jest w nich tyle dobra, ciepła, otwartości, człowieczeństwa i przede wszystkim miłości do drugiego człowieka, że sam fakt poznania ich traktuję jako przywilej. W tej chwili, pisząc te słowa wzruszona jestem tym, że swoją postawą pokazali mi to co w życiu jest naprawdę ważne. Podczas terapii były momenty dla mnie szczególnie trudne - zobaczyłam kim jestem, jak postępuję w różnych sytuacjach i dlaczego. Zobaczyłam również, że krzywdzę ludzi nie wczuwając się w to co oni mogą czuć… Terapia, wiele rzeczy mi również uświadomiła, a przede wszystkim to, że nie jestem odpowiedzialna za to co się działo w moim dzieciństwie. Że to jaka jestem, kształtowane było od kołyski poprzez wzorce rodziców i ich brak uczucia. Dowiedziałam się, że nie muszę spełniać oczekiwań innych, że mogę mieć swoje zdanie czy marzenia, nie musze już się bać ojca i tego co może mi zrobić. Jasno się pokazało też to, że na próżno próbuję żeby ludzie mnie polubili i pokochali, bo osoby od których faktycznie oczekiwałam miłości, nigdy mi jej nie dali i już na pewno nie dadzą.… a przede wszystkim, że jestem dorosłą, piękną kobietą, która może żyć pełnią życia.
W trakcie samej terapii przechodziłam wiele wzlotów i upadków. Pierwszym procesem jaki we mnie zaszedł, kiedy zobaczyłam jak inni mnie widzą i jak potrafię krzywdzić ludzi, było wzięcie całej winy i odpowiedzialności na siebie. Zaczęłam obwiniać się za wszystko co robię i niszczyć się wyrzutami sumienia. Bardzo ciężko przyszło mi odblokowanie uczuć, bo dopiero kilku miesiącach poczułam pierwsze emocje i byłam zszokowana ich intensywnością. Najdłużej i najciężej jednak trwał proces (który trwa do tej pory i będzie pewnie trwał nadal) uświadamiania sobie, że to wszystko co mi się we mnie nie podoba, mogę odrzucić, że nie musze się tak zachowywać jeżeli nie chcę, że wzorce zaszczepione mi przez rodziców nie są jedyną drogą postępowania i wreszcie że mogę wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie…
---------------------
Kasia
Jaka byłam? co czułam? jak siebie widziałam przed terapią?
‣samotna ... nie!, czułam się bardzo samotna – choć miałam męża, znajomych, matkę i ojca ...
‣przerażona życiem – choć w pracy pięłam się po szczeblach kariery zawodowej,
‣bez wiary w siebie - choć nadal się uczyłam po nocach do egzaminów i zdobywałam tytuły zawodowe,
‣z kompleksami, przez wiele lat na środkach przeczyszczających i na „wspomagaczach”,
‣zagubiona – choć obok mnie była moja matka, mąż,
‣czułam się winna za wszystko i za wszystkich,
‣gorsza od innych, nic niewarta, głupia, nikomu niepotrzebna,
‣popychana przez innych, to ci „najbliższy” kierowali mną, moim życie, a ja nie umiałam powiedzieć: „NIE. To przecież moje życie, chce je sama przeżyć według mojego planu”,
‣bezsilna, niezdolna zmierzyć się z problemem, wolałam udawać, że go nie ma, bo tak było mi łatwiej przeżyć kolejny dzień.
Znosiłam wyzwiska, upokorzenia, szyderstwa ze strony mężczyzny którego kochałam. Dlaczego? Bo bałam się przeciwstawić, zawalczyć o siebie, o swoją godność, dumę, kobiecość, zawsze byłam uczona siedzieć cicho, nic nie mówić, może samo się rozwiąże, może jednak ten mężczyzna kiedyś mnie pokocha (tylko co jeszcze mam znieść !!!), matka zawsze mówiła mi: sama sobie w życiu nieporadzisz !!!
Byłam ofiarą w związkach.
Doznawałam przemocy psychicznej, zdarzała się przemoc seksualna ...
Było mi już wszystko jedno ... aby tylko mieć kogoś przy sobie, nieważne na jakich zasadach ... nie ważne za jaką cenę ... bo zawsze czułam się samotna ...
Gabinet psychologiczny Basi miałam po drodze do domu, zadzwoniłam ... po dwóch godzinach już z nią rozmawiałam w gabinecie. To było dla mnie zadziwiające, Basia słuchała mnie, rozmawiałyśmy, nie czułam się sprawdzana, krytykowana, ośmieszana, w wieku 30 lat zdarzyło mi się to pierwszy raz, choć miałam matkę, której wszystko mówiłam, choć miałam męża, z którym, jak mi się wydawało ... rozmawiałam ...
Przed Basią nie musiałam udawać, byłam „sobą”, mogłam sobie pozwolić na chwile słabości, na błędy i ... na płacz.
Basia mnie akceptowała.
Poczułam zależność pomiędzy moim dzieciństwem, pomiędzy stosunkiem moich rodziców do mnie, a tym jak się czułam jako dorosła kobieta, jak na siebie patrzyłam i dlaczego czułam się samotna, przerażona ...
Dziś, mam 34 lata, jestem dumna z siebie. Mam do siebie ogromny szacunek, bo pokonałam swoje lęki, walczyłam o siebie – sama, bez alkoholu, narkotyków, wspomagaczy ... nie jestem pracoholiczką, nie jest zakupoholiczką, nie obżeram się, nie mam natręctw.
Nie jestem już ofiarą !!! nie jestem już katem dla samej siebie !!!
Wiem co to jest partnerstwo, miłość i oddanie. Realizuje siebie, swoje marzenia, swoje zainteresowania.
Dziś, decyduję o sobie sama, o tym co lubię, o tym jak ma być umeblowane moje mieszkanie i co chcę zrobić na śniadanie.
Już nie żyje tylko pracą i domem, spełniam swoje marzenia.
Jestem uczciwa i wrażliwa, nie boje się tego okazywać, nie uciekam przed problemem, nie udaję, że go nie ma, nie udaję, że jestem inną kobietą, niż jestem, nie kombinuję.
Jestem wolna i niezależna i taką Siebie kocham.
Basiu, żadne słowa nie wyrażą tego jak bardzo Tobie dziękuję za to, że dzięki Tobie odkryłam Siebie ...
Maćku, Zbyszku, Józefie WIELKIE DZIĘKI.
* imiona niektórych klientów zostały zmienione.
przed terapią
Kim byli zanim trafili na terapię?
Jak wyglądało ich życie osobiste?

w trakcie terapii
Dlaczego zaczęli się zmieniać?
Jakie schematy musieli przełamać?
Jakie były reakcje ich otocznia?
Dlaczego się nie poddali?

po terapi
Jak zmieniło się ich życie?
Jakie mają relację z ludźmi?


Barbara Wągiel | psycholog - terapeuta | gabinet psychologiczny | Warszawa